Trip 2015 cz.3 Wielowyciąg

Został nam już do zrealizowania ostatni punkt wycieczki czyli wielowyciąg. Podbudowani sukcesami postanawiamy zaatakować drogę Dame Cookie 8a+ 200m.

Jest to linia do której wzdychaliśmy łapiąc rozwspin na Hulku. Piękna około 200m ściana upstrzona dziurkami w przewieszeniu. Część tej drogi można obejrzeć na filmie „Viva La Vie” (podobnie jak Grotę Galletas i tamtejsze 8b+). Z początku onieśmielał nas fakt, że najtrudniejszy wyciąg za 8a+ jest przedostatni na drodze. Ale co z tego skoro dojście pod cruxa cyfrowo jest robliwe, droga ewidentnie piękna i wymagająca, a do tego nie trzeba robić zjazdów bo „10 min” z topu jest do drogi asfaltowej! Szczególnie brak konieczności robienia zjazdów mnie przekonuje.

topo Dame Cookie

Moje wcześniejsze doświadczenie na wielowyciągach sportowych sprowadza się do 2 dróg. Pierwsza to 300m Serie Limite pokonana kilka lat temu na przeciwległej ścianie. Wskutek wielu przeszkód weszliśmy wtedy w ścianę koło 16, a skończyliśmy o 00:30. Do tego przymusowo spędziliśmy noc na topie, przemarzliśmy na kość i nieźle się odwodniliśmy (więcej o tej historii tutaj!). Ale już druga droga to 6 wyciągowa Crna Burja 7c OS w Ospie którą udało nam się pokonać zespołowo z Jędrkiem podczas wiosennego wyjazdu. Zejść udało się tuż przed zmrokiem na około. Z kolej Jędrek na swoim koncie miał tylko powyższą drogę. Ale bazując na wcześniejszym „doświadczeniu” postanowiliśmy wstać o 6 rano i uderzyć na drogę tak by w razie konieczności udało się zapatentować najtrudniejsze wyciągi i zdążyć je poprowadzić. Wejście w drogę sprawdziliśmy dzień wcześniej i dzięki Bogu, bo w przewodniku (bardzo niesolidnym zresztą) był błąd. Start opisany za 7c, wyglądał zupełnie nieurabialnie, brak było śladów magnezji czy gumy. Dopiero po sprawdzeniu w drugim przewodniku okazało się, że był to start z wariantu obok A0 6c, a właściwy start znajduje się obok. Jędruś zadbał też o 50m „sznurek transportowy” do ciągnięcia plecaka który znalazł gdzieś za 20 zł. Rozwiązanie teoretycznie genialne niestety nie zdało egzaminu. Po 40 min odplątywania nowego sznurka postanowiliśmy olać sprawę i drugi miał podążać z plecakiem na plecach na wędkę w przypadku łatwiejszych wyciągów, lub na małpie w przypadku trudniejszych.

W końcu ruszyliśmy! Pierwszy wyciąg za 7c należy do Jędrzeja. Brak porządnej rozgrzewki i skostniałe palce dają się we znaki i niezbędne było obciążenie liny. Jednak już w drugiej próbie z zapasem wyciąg pada. Kolejne 6c należy do mnie. Mimo skąpej asekuracji i kruchej skałki nie stanowi dużego wyzwania. 3 wyciąg ma podobne parametry co mój, tylko jest 2 razy dłuższy. Nie miał szans w konfrontacji z Jędrkiem. Podczas wspinaczki na drugiego poczułem głód i pomyślałem, że wspaniale by było coś zjeść przed trudnymi wyciągami-szczególnie, że półka wyglądała bardziej komfortowo niż wcześniejsze stanowiska. Jednak gdy dochodzę na miejsce i moim oczom ukazuje się 4 wyciąg za 8a, natychmiast zmieniam zdanie. Odczuwam taką mieszankę presji i strachu przed konfrontacją, że postanawiam uderzyć od razu. Z początku w planach mam przehaczenie i zaprzyjaźnienie się z ekspozycją. Jednak nieprzywykły do brania bloków posuwam się coraz bardziej. Wspin jest bardzo precyzyjny – malutkie dziurki na nogi i dalekie ruchy. Z początku poruszam się tylko z myślą by dojść do następnego przelotu i bezpiecznie się wpiąć. Właściwie to jeszcze nigdy nie zaliczyłem lotu na wielowyciągu. W połowie jednak moja motywacja się zmienia – nie chcę drugi raz przechodzić przez pociągnięcia z fakerów i resztę ruchów. Po nerwowej walce już na wyjściowym pionie po gniotach osiągam klamę i zaczynam drzeć mordę. Czy zrobiłem? Jeszcze nie, ale już nie spadnę! Metr dalej motam stanowisko i nie mogąc uwierzyć zawisam w uprzęży. 8a OS na wielowyciągu staje się faktem. Nawet jeżeli nic więcej by się nie udało już jestem usatysfakcjonowany! Ale skoro to padło od strzału to plusika więcej RP też urobię! Dochodzi do mnie Jędrek z szerokim uśmiechem. Wie, że mamy wystarczająco siły by to wciągnąć – kwestia tylko to zrobić! Po szybkim posiłku uderza na swój najtrudniejszy wyciąg. 7c+ mające fragmenty w zacięciu. Wygląda wymagająco. Od samego startu mój partner coś zipie, ale wciąż idzie do przodu. Czasem coś gada do siebie, klnie cofa się znowu idzie. O jak dobrze mieć nieskończoną wytrzymałość zbudowaną przez wcześniejsze tygodnie! Jędrek walczy z łokciami w górze, jednak skałka okazuje się mocniejsza. Było naprawdę blisko. W drugiej próbie jest to już praktycznie formalność – po prostu dobra egzekucja. W końcu docieramy do decydującego momentu. 6 wyciąg oferuje trudności 8a+ i już od startu się przewiesza. Idąc na niego czuję się świetnie. Jestem pobudzony i zdecydowany jak podczas trudnej drogi w skałach. Skała jest niesamowicie lita co dodatkowo zwiększa moją pewność siebie. Kolejne miejsca zostają za mną. Marsz zostaje przerwany w najmniej odpowiednim momencie. Podczas sięgnięcia za przełamanie wchodzące w połóg. Trochę narzekam na los, że było tak blisko, jednak szybko zdaje sobie sprawę, że po prostu beznadziejnie się ustawiłem na słabych stopniach i w pełni ponoszę za to odpowiedzialność. Dochodzę do ostatniego bolta i widząc łańcuch 8 metrów wyżej już w łatwym terenie postanawiam zacząć już zjazdy bo wyciąg ten był dość długi-w przeciwieństwie do naszej liny. Będąc gdzieś w połowie drogi otrzymuję komunikat „koniec liny”. Spoko obok jest drugi bolt, wepnę sobie w niego kluczkę i będą 2 punkty. Jednak do wspomnianego bolta brakuje mi około 30 cm liny… Nakrętka w spicie się nawet nie kręci, więc przewiązuje się na jednym ponad 150m nad dnem doliny.

znikająca kaczka

Po zjeździe nie restuje długo tylko od razu uderzam. Niby formalność, ale tarciowe stopnie na górze mogą pokrzyżować plany. Do tego wyciąg jest po prostu trudny, a ja jestem już zmęczony ciągłym wiszeniem. Cała sekwencja zostaje pokonana zgodnie z planem, więc i wynik nie mógł być inny! Do topu został nam już tylko wyciąg za 5c obfitujący w spore krzaki i drzewka. Przepełnia nas szczęście i spełnienie! Tuż przed zmrokiem osiągamy top.

sukces wielowyciąg

Szybkie pogaduchy, trochę szamy i już z czołówkami zaczynamy się rozglądać za tym „asfaltem 10 min stąd”. Jednak po godzinie bujania się po krzakach dochodzi do mnie smutna prawda. Nie ważne jak długo będziemy chodzić, w takich warunkach tego nie znajdziemy. Czeka nas noc na topie tak jak ostatnim razem. Śmiejąc się szczerze z naszego położenia informuje o tym Jędrka. On broni się rękami i nogami, jednak w głębi widać też o tym wie bo długo nie walczy. On jest w nieco gorszej sytuacji bo ma tylko bluzę – ja mam puchówkę. Dlatego postanawiamy rozpalić ognisko. Okazuje się to strzałem w dziesiątkę. Po nieokreślonym czasie kolekcjonowania drewna, układam sobie miejsce do spania. Lina służy mi do wyrównania terenu i izolacji. Jędrek wybiera płachtę do tego celu płachtę. Ubytki w podłożu wypełniam chrustem, pod głową lądują buty wspinaczkowe i woreczek. Bezchmurne niebo, miliardy gwiazd, ciepło ogniska i w końcu nic mnie nie trzyma za dupę! Idealne zakończenie wyjazdu! Nad ranem na lekko odnajdujemy drogę do asfaltu. Po ciemku nie mieliśmy żadnych szans. Do tego już z drogi do samochodu jest jakieś 15km, jednak udaje nam się złapać stopa.

noc wielowyciąg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *