trip 2015 cz.2 Verdon na sportowo

Przygodę z Verdon rozpoczynamy w sektorze Hulk. Już samo podejście przekonuje nas o wyjątkowości tego miejsca.

Najpierw schodkami wraz zresztą turystów. Następnie tyrolką na łapach nad rzeczką na drugą stronę. Następnie ostre drałowanie pod górkę doprowadza do boulderu który się robi po linie z węzełkami. Kolejna ferrata doprowadza nas pod old schoolową drabinę. W sumie to mnie doprowadza, bo Jędrek który szedł kilka minut przede mną gdzieś zbłądził o czym miałem się dowiedzieć jakieś 20 min później. Drabina jest ciekawym wynalazkiem. Ma kilkadziesiąt metrów wysokości (30m? 40m?) jest bardzo stara i część szczebli jest powyrywana… Na dodatek na początku jest nieasekurowalna. Później dopiero odnajdujemy skrót bezpośrednio do asekurowalnej jej części. Sam sektor jest niezwykle ciekawym tworem. Jest to ogromna grota, gdzie przeważają, lekkie przewieszenia, ale w górnej części pokryta jest monstrualnym dachem. Gwarantuje to pewną wodoodporność. Co ciekawe znajduje się w niej wiele ciekawych propozycji dla adeptów wspinaczki. Byłem mile zaskoczony urodą i litością zastanych 5c! Wspinając się tam, znajdujesz się dokładnie w połowie wysokości kanionu. Świetne miejsce na rozwspin. Jedyny mankament to skałka która mogłaby nie być, aż tak ostra! Dzień kończymy wieczorem wzdychając do przeciwległej 200m zerwy na której znajdują się tylko 2 drogi jakieś 8a+ przez środek płyty, i 7c po filarze. Ehh! Może kiedyś i my się tam wbijemy…

drabiny

Po zapoznaniu się z kilkoma klasykami postanawiamy zmienić sektor. Naszym celem staje się Grotta de Galletas. Podejście? Tylko 2 min…od pontonu! Żeby się dostać do podnóża 40 metrowej jaskini trzeba przepłynąć pół kilometra w górę rzeki. Samo wspinanie od razu nam leży – prawie jak na panelu! No to szansa na cyfrę! Co Ty na to „BŁC”? Od razu wbijam się na najdłuższą i najbardziej przewieszoną propozycję sektora. Pull Over 8c+ to prawdziwy maraton. Po 21 wpinkach w dachu lub dużym przewieszeniu, za około 8c dochodzę do krawędzi i zaczynają się schody. Nawet nie wyobrażam sobie jak można to zrobić z miejsca. Do tego sąsiednie 9a wygląda łatwiej… Sprawdzam jeszcze górę, a tam kolejna niespodzianka – luźne wykute faki! Fujka! Zjeżdżam w dół z opuszczoną głową i skradzionymi marzeniami – a miało być tak pięknie! Przez całe to zamieszanie zapominam ściągnąć ekspresa którego zostawiłem na krawędzi. Trzeba będzie po niego wrócić. Po powrocie do cywilizacji sprawdzam filmik z Charlotte Durrif w necie. W miejsce na którym ja nie mogłem przytrzymać chwytu ona zmienia ręce i restuje… Hola, hola! Taki słaby to nie jestem! Chwyt którego nie mogłem złapać był pionowy i na 3 palce! Dalszy research ukazuje informację o urwanym chwycie i podwyższeniu wyceny do 9a… Za takie 9a ja dziękuje! Zadowalam się siłową 8b+ obok. Jędrek w tym samym czasie zadowala się budową wydymy pod trudniejsze przejścia.

galetas

La Ramirole to kolejna stacja. Ściana 180m. Calutka przewieszona. Kilka wielowyciągów, a u podstawy kilkadziesiąt dróg sportowych po tufach. Przeważają ósemki. Nie możemy się otrząsnąć przez godzinę. Chodzimy obserwując skałę i szukając potencjalnego projektu. Ja za poradą lokalsów wybieram Spanish Caravan. Na decyzję miał też wpływ wpis Adama Ondry który zrobił to kilka tyg. wcześniej i po 1) nie przecenił po 2) dał 3 gwiazdki po 3) napisał „totally sick! Chilam Balam 2!” Wersja wprost jest o połowę krótsza i ma zaledwie 8b. To od niej zaczynam zacząć. Na oko 50 ruchów w mega przewieszeniu i słabo ze stopniami – muszą być klamy! Ale czy na pewno muszą? Okazuje się, że raczej nie. Znajduje sporo trudnych ruchów z miejsca. Solidny rest dopiero przed topem. A na koniec boulder! Bania z krawądy w plecy do klamy w plecy. Wygląda banalnie, ale jakoś tak dziwnie nie wychodzi. Pożyjemy zobaczymy.

la ramirole

W tym samym czasie Jędrek lata od klasyka do klasyka i wyszukuje perełki dla siebie. Pierwsze trzy próbowane propozycje mają jakieś mankamenty. Dopiero za 4 podejściem odnajduje perełkę w postaci 40 metrowej Et Dieu crea la flamme 8a+. „Alea iacta est”! Jednak kolejne dni przynoszą sporo bólu w opuszkach i ciągły brak sukcesu. „BŁC” trzyma nas za jaja za brak modlitw! Do tego dochodzi do nas wiadomość, że Jędrek musi jednak wrócić nieco wcześniej do Polski niż planowaliśmy. Na myśl o tym intensyfikujemy próby, a ja olewam 8b i od razu idę na Spanish Caravan. Jak zrobię na niej wydymę to powinno być łatwiej. Po kilku dniach w końcu zaliczamy zaawansowane próby. Jędrek spada już z samej góry z zapasem, bo pojechała mu noga. Ja po okrutnej walce spadam 6 chwytów dalej niż powinienem czyli z numeru 69. Założyłem sobie, że jak dojdę do 70 gdzie jest solidne kolano to już dojdę do końca, czyli pokonam pozostałem 60 ruchów, 2 bouldery i kilka wymagających sekwencji. Pod warunkiem, że nie popełnię błędu na żadnym z ponad 300 ruchów nóg czy rąk. Dodatkową motywacją okazuje się nadwyrężone kolano. Dlatego plan jest prosty: przychodzimy robimy co mamy robić, zbieramy zabawki, ostatniego dnia idziemy na chill out na wielowyciąg, a potem rura do domu. W moim przypadku zakładam dodatkowo, że robię to w pierwszej próbie bo jeżeli podczas wspinania mocniej nadwyrężę kolano to na adrenalinie dojdę do końca, ale możliwe, że kolejnej próby już nie będę miał.

Znów od rana czuć presję. Przed wejściem w drogę czuję się jak przed startem na Akademickich Mistrzostwach Polski. Jedna próba, wymagana perfekcja od startu do topu. Tylko tutaj nie ma miejsc ex equo, niższych stopni podium. Po 20 min nabuzowany adrenaliną, serotoniną, dopaminą i cholera wie czym jeszcze wpinam się do łańcucha! Mimo że jest to 8c, w duchu uznaje sobie (pozdro dla Pawła M.!) wyrównanie życiówki sprzed 5 lat na hiszpańskim 8c+. Godzinę później Jędrek też osiąga sukces na swoim projekcie! Siedzimy po skałką i podekscytowani wspominamy nieodległe chwile. Na odchodne idę jeszcze ściągnąć ekspresy z 8b. Pancerne kolano przed kluczowym strzałem w połączeniu ze zdobytą wytrzymałością pozwala mi zrestować jak na ziemi. Strzał wchodzi luźno mimo niezdecydowania co do stopni. Wpinam się do łańcucha będąc świeżym jak nigdy przy okazji tej wyceny. Po powrocie na naszą miejscówe padam ze zmęczenia którego nie odczuwałem przez cały dzień, ale w końcu do mnie doszło ze zdwojoną siłą! Ten dzień nie mógł być ani trochę lepszy!

la_ramirole

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *